Ciąża,  Ciąża i macierzyństwo,  Susie the Dietmother

Jeden dzień – cztery rocznice, czyli pierwszy rok z dzieckiem

Udało się! Jestem matką od roku! Z tego powodu urodzinowo – rocznicowy wpis dotyczący nie jednego wydarzenia, ale aż czterech! 🙂 Będzie osobiście, refleksyjnie i kobieco. Zapraszam serdecznie do lektury.

 

Roczek córki

W moim przypadku ta cała ta sprawa kręci się wokół niej – mojej córki, bo to ją nosiłam w brzuchu, to ją urodziłam i to ją od roku wychowuję wspólnie z partnerem. W Twoim przypadku chodzi o dziecko, które już masz, spodziewasz się go, albo dopiero masz je w planach.

W zachodzeniu w ciążę właśnie o to chodzi – o dziecko. Wszystkie rzeczy okołorodzicielskie są tylko dodatkiem do tego kogoś, kogo obecnie kochasz najbardziej na świecie – Twojego dziecka. To niepowstrzymana matka natura obdarzyła kobiety chęcią posiadania dzieci, czyli instynktem macierzyńskim. Ten instynkt właśnie doprowadził Cię (albo dopiero doprowadzi) do tej chwili, kiedy zobaczyłaś dwie kreski na teście, wysoki wynik hCG na świstku papieru w szpitalu. To ten instynkt sprawił, że płakałaś,  gdy pierwszy raz zobaczyłaś swoją fasolkę na ultrasonografie i lekarz pokazał Ci, gdzie jest bijące serduszko. To ten instynkt zrealizował się w dziewięciu miesiącach ciąży; wstawaniu do łazienki w środku nocy, nieposkromionym apetycie, ciążowych sesjach, pierwszych kopnięciach i oczekiwaniu. Ten instynkt sprawił, że przetrwałaś poród, nie ważne, jak on był i zanurzyłaś się w pierwszym utuleniu dziecka. Ten instynkt kazał Ci iść do przodu, gdy nie miałaś siły na zmienianie pieluszek, wstawanie do dziecka o 3 nad ranem, nie mogłaś patrzeć na swoje zmienione macierzyństwem ciało. Ten instynkt kazał Ci mieć oko na pociechę, gdy zaczynała pełzać, raczkować, siadać, chodzić i kucać. Ten instynkt jest po to, aby Twoje dziecko przeżyło i abyś zapewniła mu wszystko, czego potrzebuje. Ten instynkt jest po to, aby dziecko osiągnęło nie tylko ten pierwszy rok życia, ale dziesiątki kolejnych.

Moja córka skończyła rok zwyczajnie – nie stało się nic nadzwyczajnego. Przewróciła się kilka razy, napsociła w domu, zjadła to, co lubi. To był dla niej ciężki rok – najpierw musiała przejść przez IV trymestr i przyzwyczaić się do szorstkiego i głośnego świata. Potem musiała nauczyć się kierować uwagę, aby potem zacząć wykonywać inne, bardziej skomplikowane czynności. Nauczyła się jeść sama, siadać, bawić się, naśladować, okazywać emocje. Dla dorosłego obserwacja tego jest powodem do radości i swego rodzaju ciekawostką. Dla dziecka – to ogromne wyzwanie, które zalicza w ekspresowym tempie i doskonali najlepiej jak umie. My już nie pamiętamy, jaki to wysiłek zmusić mięśnie do tego, aby przewrócić się z pleców na brzuch, albo jak bolesne mogą być pierwsze kroki. Nie wiemy, jak to jest pierwszy raz się zaśmiać i pierwszy raz powiedzieć pierwsze słowo. Wszystko jest takie pierwsze, nowe, nieznane.

Ten pierwszy rok jest czymś, co nigdy więcej się nie powtórzy.

 

 

Narodzona jako matka

Kolejna rocznica nie jest już tak oczywista, bo łatwo o niej zapomnieć, gdy cały świat i wszystkie myśli kierujesz w stronę dziecka. To rocznica bycia matką. To rocznica każdej z Nas – moja, Twoja, Twojej matki i babci.

I oto jestem – matką z krwi i kości. Z chwilą porodu stałam się zupełnie kimś innym. Możecie mi mówić, że wewnątrz zostajemy takie same jak przed porodem, ale ja wiem swoje. Ciąża, poród i macierzyństwo zmienia – priorytety, sposób patrzenia na świat, ciało, psychikę, nastawienie.

W mojej własnej skali zadowolenia wykorzystałam pierwszy rok z moją córką najlepiej jak potrafiłam. To „najlepiej jak potrafiłam” oznacza nie zaniedbywanie potrzeb – swoich, córki i partnera. Narodziłam się z chwilą porodu jako silna, niezależna, spełniona i…bardzo zmęczona! To normalne, jak wszystko w macierzyństwie. Każda z Nas będzie mieć indywidualny zestaw emocji, często nie tak pozytywnych, jak moje. To nie tak, że czułam przez ten rok tylko euforię – to byłoby kłamstwo. Czułam wyczerpanie, przygnębienie, złość, przytłoczenie, ale zawsze starałam się w tym wszystkim zadbać o swoją siłę, walczyć o swój czas i swoje pasje. Macierzyństwo uczyniło mnie silną i świadomą – swojego silnego i zdolnego do utrzymania ciąży, porodu i laktacji ciała oraz psychiki, mogącej wytrzymać naprawdę wiele.

Wydaje mi się, że zdrowe macierzyństwo, to głównie dbanie o swoje potrzeby. Wszak każda matka potrzebuje snu, dobrze zjeść, chwili spokoju, poćwiczyć, socjalizować się i spędzić czas z przyjaciółmi. Nie może być miejsca na wieczne poświęcenie, zaniedbywanie swoich pasji i wyglądu. Jesteśmy kobietami – wróćmy do swojej siły.

Zdrowa matka, to zdrowe dziecko. Zdrowa matka szanuje siebie i kocha dziecko, bo ma instynkt, ale też dlatego, że kocha siebie. Kocha siebie taką, jaką jest – niedoskonałą wraz ze wszystkimi bliznami, rozstępami, oponkami i czarnymi myślami. Kocha siebie taką, jaką jest – doskonałą kreatorkę nowego życia.

Powinnyśmy siebie kochać, bo jesteśmy matkami naszych dzieci, a dzieci nas kochają.

 

 

Złote piersi

Wyjdę od złotego standardu – w Polsce zaleca się karmienie piersią minimum pół roku. Nie chcę oceniać innych mam, czy faktycznie to robiły, czy nie. Jest wiele powodów, dla których mamy rezygnują, często są to powody od nich niezależne. Wiem, jak jest najzdrowiej i dla mamy i dla dziecka, a jest to długie karmienie piersią i peany na cześć tego będą jeszcze się u mnie pojawiać nie raz, nie dwa. No i wiem, jak jest ze mną i karmieniem.

Karmię piersią od 20 minuty po porodzie. Przeszłam przez indywidualne szkolenie z doradcą laktacyjnym, miałam próby z laktatorem, problemy z przystawianiem, krwawiące brodawki i zastoje. Próbowałam mleka modyfikowanego, ale po jednym razie zrezygnowałam, bo córka źle to zniosła. Życie do łatwych nie należy, a karmienie piersią mimo, że jest naturalne, także mieści się w kategorii „niełatwe”. Z tego względu internet przyjął specjalne odznaczenia dla mam karmiących, aby choć trochę wynagrodzić trud w karmieniu. Odznaczenia przysługują za skończone miesiące karmienia piersią:

  • Brązowe piersi = trzy miesiące karmienia piersią
  • Srebrne piersi = sześć miesięcy karmienia piersią
  • Złote piersi = rok karmienia piersią
  • Platynowe piersi= 1, 5 roku karmienia piersi
  • Diamentowe piersi = dwa lata karmienia piersią

Ja mam złote piersi i na tym nie poprzestanę. Mimo, że lekarz prowadzący zalecił mi odstawić córkę od piersi w drugiej ciąży, ja jestem zmęczona, bo brodawki są strasznie tkliwe, a roczne dziecko naprawdę umie dać w kość, nie chcę przestawać karmić. Mleko modyfikowane dla alergików stoi na najwyższej półce w kuchni, czekając na moment mojej słabości.

Lubię karmić, chciałabym karmić dwójkę moich dzieci w tandemie za niecałe pół roku. Czy mi to wyjdzie? Nie wiem. Czy jeśli mi to nie wyjdzie, to czy powinnam się tym stresować? Nie, ponieważ zadbałam o swoją córkę przez pierwsze pół roku, potem przez kolejne pół, a jak wszystko pójdzie dobrze, to przez kolejne pół i jeszcze kolejne. Nie powinnyśmy dla siebie być zbyt ostre. Jeśli naprawdę chcesz karmić mlekiem naturalnym, a nie możesz z jakiegoś powodu, istnieją chociażby banki mleka, gdzie można je zdobyć od kobiety, która ma go za dużo. Wszystko da się zrobić, byle o siebie dbać.

 

 

Rok jako rodzina

Jest jeszcze jedna ważna rocznica – rok bycia razem, czyli bycie rodziną. Przecież nie tylko ja i córka tworzymy rodzinę, ale także mój partner, babcie, dziadkowie, czy nawet koty. Dziecko w jakiś sposób spaja rodzinę i jest podsumowaniem realizacji rodziny jako wartości. Nagle zaczyna się inaczej postrzegać swoich rodziców i dziadków, zaczyna się rozumieć swoją niebanalną rolę jako rodzica.

Bycia rodziną, gdzie ponosi się wzajemnie za siebie odpowiedzialność, też trzeba się nauczyć, choć niektórzy realizują jej trwanie bardzo naturalnie. W innych przypadkach szczęściu trzeba trochę pomóc. 🙂

Jestem bardzo zadowolona z tego, że mogłam przekazać te wszystkie osobiste rzeczy. Życzę każdej mamie, aby dostrzegła plusy w macierzyństwie pod grubą warstwą zmęczenia i braku czasu.

Sto lat! Sto lat!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.